Złoty na razie pokonał barierę 4 za euro i tam pozostaje. Na rynku długu niewiele się dzieje. Inwestorzy czekają na piątkowe dane makro ze Stanów, może one dadzą impuls rynkowi papierów.
Za nami kolejna dobra sesja dla złotego (poza CHF/PLN, który idzie w górę za sprawą umocnienia się franka na rynkach światowych). Po południu euro jest warte niecałe 3,99 zł, a dolar 3,0450 zł.
Amerykańscy inwestorzy na krótko przejęli się nie najlepszymi wieściami płynącymi ze stron Beżowej Księgi, czyli raportu Fed o stanie tamtejszej gospodarki.
Komisja Nadzoru Finansowego chce, by w portfelach banków, kredyty hipoteczne w walutach obcych nie przekraczały 50 proc. całkowitej wartości tego typu kredytów - informuje "Gazeta Wyborcza".
Wczorajsze dobre nastroje inwestorów, dzięki którym główna para walutowa ostatecznie oddaliła się od poziomu 1,30, na rynku walutowym nadal się utrzymują.
Dobre wyniki niemieckich i japońskich spółek to było zbyt mało, aby pomóc notowaniom indeksu Dow Jones poradzić sobie z kluczowym poziomem.
Premier Czech, Petr Necas, niespełna miesiąc po objęciu stanowiska stwierdził, że jego rząd, głównie ze względu na obawy przed wzrostem cen, nie będzie naciskał na szybkie wejście do strefy euro. Podobnie zresztą, jak Polska.
Dwie dość ważne informacje, jakie napłynęły wczoraj na rynki, mogą skutecznie wytrącić inwestorów ze swoistej "sielanki" w jaką wpadli w ostatnich dniach, a nawet tygodniach. James Bullard z FED postraszył wczoraj drugą Japonią - niestety w negatywnym sensie, zwracając uwagę na zagrożenia deflacyjne i słabe perspektywy wzrostu gospodarki, co jego zdaniem powinno skłonić bank centralny do powrotu do programu "quantitative easing", a w kraju pojawiły się pierwsze kontrolowane przecieki dotyczące Wieloletniego Planu Finansowego Państwa, którym ma dzisiaj zająć się rząd.